Mieszkanie z kotem

Czyli co zrobić, aby koegzystencję uczynić lekką, łatwą i przyjemną

„Człowiek, którego kochają koty nie może być człowiekiem bezwartościowym”, G.Balint

Kiedy postanowiłam przyjąć pod swój dach pierwszego kota, nie wiedziałam o tych zwierzętach zbyt wiele. Oczywiście, jako osoba o podejściu naukowym do życia, zebrałam niezbyt wtedy jeszcze bogatą, dostępną na rynku literaturę, wymęczyłam pytaniami brata , wówczas studenta weterynarii, a także zakoconych znajomych. Po zebraniu bogatego materiału źródłowego przystąpiłam do lektury, analizy krytycznej i porównawczej, oceny źródeł , a wreszcie wyciągnęłam wnioski i opracowałam swoją metodę postępowania z czworonogiem, który lada moment miał się pojawić w moich progach.

Oczywiście, jak to zwykle bywa, teoria nie zawsze stoi w zgodzie z praktyką, więc rzeczywistość zdecydowanie zweryfikowała szereg moich poglądów i wyobrażeń. Cóż, jednak nie sposób przecenić empiryzmu, a archeolog stricte gabinetowy jest nieco zagubiony, by nie rzec przerażony, kiedy się go nagle wrzuci do wykopu ze szpachelką w garści…

Od wczesnych lat dziecinnych zawsze miałam psy. Przyzwyczaiłam się do ich mowy ciała, mimiki, nauczyłam się czytać w ich myślach. I kiedy w wieku lat dwudziestu kilku nagle zostałam sam na sam z maleńką, szaro-burą kuleczką, nie sądziłam, że właśnie wkraczam na zupełnie obcy, nieznany mi ląd.

Rzecz jasna wiedziałam, że koty są zupełnie inne niż psy, ale sedno sprawy polegało na tym, że nie przypuszczałam, że różnią się w tak dużym stopniu.

Pies jest zwierzęciem stadnym, uznającym zwierzchność „alfy”, jest, generalizując, ekstrawertykiem, a jego emocje są odzwierciedleniem naszych. Kot jest samotnikiem, co nie oznacza, że nie potrzebuje towarzystwa i uczuć, ale wymaga większego marginesu niezależności i prawa do pobycia sam na sam ze swoimi myślami. Jest zdystansowany i można go w zasadzie opisać jako introwertyka. Oczywiście koci „introwertyzm” należy traktować z lekkim przymrużeniem oka, tak jak i psi „ekstrawertyzm”, niemniej jednak terminy te pomagają opisać odczucia i sposób bycia tych zwierząt.

Jeżeli chcemy, żeby kot czuł się z nami dobrze i żeby respektował nasze ustalenia, musimy wzajemnie, szanować jego zasady.

Kiedy kot pragnie naszej uwagi czy czułości, przychodzi do nas i daje nam do zrozumienia, czego potrzebuje. Nie oznacza to, że sami nie możemy szukać kociego towarzystwa wówczas, kiedy to my pragniemy bliskości z naszym futrzakiem, ale nie zadręczajmy go pieszczotami, noszeniem na rękach, zabawami, kiedy wyraźnie ma dosyć i chce pobyć sam czy jest śpiący. Nie budźmy śpiącego kota, bo mamy taki kaprys. Postawmy się na jego miejscu, pomyślmy jak my byśmy się czuli gdyby ktoś nas ciągle ściskał, przytulał i dostarczał nam rozmaitych bodźców, usiłując nakłonić do zabawy.

Kot nie lubi hałasu, zamieszania, gwałtownych ruchów. Ceni sobie spokój, chociaż potrzebuje interakcji w postaci zabawy.

Jest zwierzęciem wrażliwym, potrzebującym dużo naszego ciepła, czułości i uwagi. Zdecydowanie ważny jest dla niego margines prywatności i poszanowanie jego praw. Pamiętajmy o tym, że powiedzenie o „zagłaskaniu kotka” nie wzięło się znikąd.

Zaskoczeniem dla nowych właścicieli kota, zwłaszcza jeśli wcześniej mieli tylko psy, może być pozorny upór pupila i to, że nie respektuje on zakazów oraz nie reaguje na polecenia.

To nie jest tak, że nasz kot jest niegrzeczny i źle wychowany. Komendy, polecenia kłócą się z niezależną naturą kota, który zakodowaną ma samotną walkę o przetrwanie.

Biorąc do domu kota, musimy liczyć się z tym, że będzie skakał po meblach, wdrapywał się na szafki, polował na firanki, to nie jest jego złośliwość, zła wola czy głupota, to natura łowcy i drapieżnika daje o sobie znać, nawet u udomowionego od pokoleń mruczka. Jeżeli się na to zdecydujemy, musimy pamiętać, że nie wolno na kota krzyczeć, ani tym bardziej „karcić” go fizycznie. Nie oznacza to jednak, że w związku z tym my nie mamy już żadnych praw. Stanowcze upominanie, wynoszenie kota bądź zdejmowanie z zakazanych miejsc na ogół przynosi pożądane efekty. Kot też musi liczyć się z nami. W praktyce oznacza to, że i tak będzie psocić, ale wtedy kiedy nie patrzymy.

Oczywiście, znam takie domy, gdzie np. koty nie chodzą po stołach… przy właścicielach nie chodzą, generalnie wysiłek poświęcony nauczeniu tej sztuczki kota jest niewspółmierny do osiągniętych efektów.

Jak więc reagować, kiedy kot robi coś, czego zdecydowanie nie powinien robić? Powinniśmy podejść do niego, oczywiście jeżeli zdążymy, bo kot doskonale wie, że psoci i najczęściej zanim do niego dotrzemy, przemieści się w bezpieczne miejsce, gdzie poczeka aż nam przejdzie zapał reformatorski, i stanowczym tonem powiedzieć „nie” lub „nie wolno”. Można też psiknąć na kota wodą ze spryskiwacza, efekt jest taki, że kot siada gdzieś, w pewnej odległości od nas, ale w takim miejscu, żebyśmy jednak dokładnie go widzieli i z milczącą dezaprobatą wylizuje sobie mokre futerko.

Chcę przez to powiedzieć, że zabawne „kocie” cytaty mówiące o tym, że kot ma niewolników, że ma władzę nad swoimi ludźmi, to wszystko jest prawda. Koty chodzą swoimi ścieżkami i łaskawie pozwalają nam za sobą podążać. Jeżeli nie potrafimy tego zaakceptować, nigdy nie ułożymy sobie dobrych relacji.

Terry Pratchett w książce „Lord and Ladies” porównuje koty do elfów. Kto książkę czytał, ten wie, że porównanie niekoniecznie pochlebne. Koty są więc pięknymi potworami, ale ich nieprawdopodobny urok nas zniewala. Oczywiście Pratchett, miłośnik kotów i świetny znawca ich natury pisze o tym z przymrużeniem oka, ale to jego porównanie do elfów ja pociągnęłabym dalej. W literaturze fantasy elfowie są na ogół tą piękniejszą, mądrzejszą, cudowną rasą. Kochają sztukę, piękno, ciszę i nie lubią zmian. I takie właśnie są koty.

Psy natomiast porównałabym do krasnoludów, zwłaszcza boksery ;)

Koty są niezwykle fascynujące, praktycznie nikogo nie pozostawiają obojętnym, szkoda że nie zawsze w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Mimo, że własne koty mam od dziewięciu lat, już w dzieciństwie bardzo mnie interesowały. Szybko też nauczyły mnie respektu, a w zasadzie srebrzysta, pręgowana koteczka mojej prababci mnie nauczyła. Pacnęła mnie w dłoń kiedy pociągnęłam ją za ogon. Byłam bardzo mała, miałam może dwa – trzy lata, a dokładnie pamiętam tę scenę i tę kicię. Zawsze potem pouczałam każdego, ktoś chciał pogłaskać jakiegoś kota, że nie wolno go ciągnąć za ogon i głaskać pod włos.

Była też kotka Izolda, która mieszkała w piwnicy w naszym bloku, dokarmiana przez mieszkańców. Jej zawdzięczam miłość do pręgowanych burasów i dzięki niej poznałam to niesamowite uczucie harmonii jaką daje nam odpoczynek z rozmruczanym, cieplutkim kotem przy boku. Izolda miała zwyczaj przemieszkiwania w różnych mieszkaniach, a kiedy się znudziła, domagała się wypuszczenia i szła w sobie tylko znanym kierunku, czasami wpadała na posiłki. Mieliśmy zaszczyt gościć ją kiedyś przez prawie tydzień, miała wtedy chora łapkę i zdecydowała się na czas kuracji zakotwiczyć u nas. To był rok 1981, zima, Stan Wojenny i mięso na kartki. Byłam wtedy mała, zachorowałam na anginę i kurowałam się wspólnie z Izoldą, w jednym łóżku. Wtedy też kicia otrzymała swoje imię. Codziennie razem słuchałyśmy słuchowiska o Tristanie i Izoldzie, imię nasunęło się automatycznie. Izolda wyzdrowiała i swoim zwyczajem zażądała wypuszczenia. Wkrótce wyprowadziliśmy się z rodzicami z mieszkania dziadków do swojego własnego, ale wiem, że Izolda żyła jeszcze kilka ładnych lat, dokarmiana i hołubiona przez mieszkańców. To był naprawdę miły okres, moje dzieciństwo w niedużym powojennym bloku tuż przy Parku Łazienkowskim, pamiętam też, że w okolicach naszego osiedla, jak i w samym parku było dużo zadbanych, odkarmionych kotów. Ba, nawet w moim przedszkolu, mieszczącym się w starej willi Gabriela Narutowicza w Łazienkach, było zawsze pełno kotów, były też inne zwierzątka: odratowane chore gołębie, osierocona wiewiórka. W sumie szkoda, że teraz trudno o przedszkole w którym tak pięknie by edukowano od najmłodszych lat, uwrażliwiano na krzywdy i potrzeby najsłabszych.

Ale dosyć tych dygresji…

Całą moją przydługą pisaninę w zasadzie można by podsumować tym pięknym cytatem z „Pamiętnika kota”, którego autorem jest węgierski pisarz Gyorgy Balint:

„Nieprawda, że nie lubię domowników. Ja także potrafię kochać jak każde inne żywe stworzenie, ale nie bezkrytycznie. Kocham tylko tego, kto na to zasługuje. Uczuć swoich nie wyrażam w sposób głośny i teatralny. Kto nie rozumie cichego mruczenia, ten nie jest godny, by inteligentne, rozumne i obdarzone dobrym smakiem zwierzęta przywiązywały się do niego. Kto nie potrafi w milczeniu siedzieć długo w jednym miejscu, ten nie jest wart mojego towarzystwa. Kto zawsze potrzebuje brawurowych pokazów, kto nie zadowala się prostym pięknem naturalnych ruchów, ten nigdy nie może zdobyć sympatii kota. Kto żąda ciągle czegoś nowego, kto ugania się za zmiennością, za emocją, kto nie lubi spokoju, równowagi, stałości, komu wydaje się, że prawo egzystencji trzeba zawsze udokumentować czynami, kto nie widzi piękna w zadumie, ten nigdy nie będzie miał wiernego kota. Kto goni za pozornymi radościami życia do tego kot odwróci się plecami. Człowiek, którego kochają koty, nie może być człowiekiem bezwartościowym.”