Bezpieczeństwo kota w domu

“Ciekawość zabiła kota”.

To przysłowie niestety bardzo często ma odzwierciedlenie w rzeczywistości. Kot jest zwierzęciem niesłychanie inteligentnym, ciekawym świata, żądnym nowych doznań. Te cechy powodują, że narażony jest na liczne niebezpieczeństwa, które czyhaja na niego także w naszych, wydawałoby się bezpiecznych, mieszkaniach. Decydując się na przyjęcie kota pod swój dach, musimy miec tego świadomość, aby zapewnić mu maksimum bezpieczeństwa.

Od prawie dekady koty mieszkają w naszym domu, mogę więc stwierdzić, że zdążyłam w dużej mierze poznać ich “możlliwości” i potrafię przewidzieć co może im przyjść do głowy.

Rozmawiając z różnymi osobami na temat kociego bezpieczeństwa, niejednokrotnie spotykałam się z niedowierzaniem, czy wręcz z drwiną, przecież koty są mądre, poradzą sobie. Zauważyłam, że proste statystyki nie przemawiają do oponentów, przykłady z internetowych stron poświęconych kotom też nie bardzo, ale te “z życia wziętę” już dają do myślenia, dlatego też postanowiłam wypunktowując tu podstawowe zasdy pozwalające na komfortową koegzystencję człowieka z kotem, podać prawdziwe przykłady kocich zagrożeń.

1. Kot niewychodzący = kot bezpieczny

Wielu ludzi sądzi, że jedynie wychodzący kot może być szczęśliwy. Nic bardziej mylnego. Na zewnatrz czyha na naszego wypieszczonego mruczka wiele niebezpieczeństw.

Po pierwsze samochody. Pod ich kołami giną tysiące kotów, które na jezdni zachowują się zupełnie nieracjonalnie, wybiegają znienacka, wpadają wprost pod pędzący pojazd. Czasami wydaje mi się, że kotu sądzi, że jest tak ważną jednostką, że samochód powinien mu ustępować z drogi. Oczywiście, niektórym wydaje się, że skoro mieszkają daleko od drogi, to kotu nic nie grozi. Niestety, ciekawość czy strach mogą zapędzić naszego kota bardzo daleko od domu, nawet spokojny kastrat zainteresowany czymś, lub spłoszony, może odbiec na sporą odległość i trafić na jezdnię. Nawet jeśli uda mu się nie wpaść pod samochód, może nie potrafić znaleźć drogi powrotnej do domu. Przykładów nie trzeba daleko szukać, wystarczy przejechać się dowolną drogą i policzyć ciałka zabitych kotów (nie potrafie tego zresztą zrozumieć, jak kierowca może przejechać jakiekolwiek zwierzę i zostawić ja ot, tak na drodze), z kolei słupy czy portale ogłoszeniowe pękają w szwach od informacji o zaginionych zwierzętach.

Kolejnym zagrożeniem dla wychodzącego kota są psy oraz okrutni i głupi ludzie. Nie będę mnożyć drastycznych przykładów kocich nieszczęść, bo łatwo takie smutne historie znaleźć chociażby na forum miau, ale wierna temu, o czym wspominałam na początku, podam własny przykład: kiedy przeprowadziliśmy się do domu, wypuściłam raz mojego spokojnego kota, Leona, największego flegmatyka pod słońcem, do ogródka. Oczywiście wypuścilam pod kontrolą, ale on i tak mi uciekł na sąsiednią posesję. Zanim dobiegłam, psy sąsiada zaczęły gonić Leona, który przerażony wskoczył na ogrodzenie i znalazł się w sytuacji patowej, bo po drugiej stronie również był rozwścieczony pies. Kiedy dotarłam do płotu, zdążyłam jeszcze zobaczyć sąsiada wychylającego się zza rogu domu i szczującego dla “zabawy” psy na mojego kota. Na mój widok uciekł do domu. Udało mi się przegonić psy i powolutku, aby nie spłoszyć przerażonego kota, podejść do ogrodzenia i zdjąć Leona. Zabrałam go do domu, był przerażony, serce waliło mu jak oszalałe, tulił się do mnie mocno. Pyszczek miał poobcierany do krwi, poza tym na szczęście nic więcej nie zdążyło mu się stać. Wypił miskę wody i przespał nerwowo kilka godzin z rzędu, a ja przekonałam się, że nawet najbardziej spokojny i leniwy kot potrafi przeskoczyć przez ogrodzenie i wyruszyć na poszukiwanie wrażeń, co może się dla niego źle skończyć. Od tej pory nigdy więcej nie wypuściłam żadnego kota do ogródka, mąż zrobił wolierę na tarasie i tam koty mogą bezpiecznie zażywać wypoczynku na świeżym powietrzu.

Znam też dziewczynę, której wychodzący kot ledwo przeżył po tym, jak został brutalnie skopany przez jakiegoś bydlaka w ludzkiej skórze (nie ubliżając bydlętom).

Następnym zagrożeniem dla kota wychodzącego są… inne koty. Wolno żyjące, wychodzące, niekastrowane. Nasz kot może zostać dotkliwie pogryziony (kilka wychodzących kotów moich znajomych miało zszywane głębokie, nieraz sięgające do kości rany po ugryzieniach), może zostać zarażony różnymi chorobami, także tymi, na które nie ma szczepionki, więc nie ma przed nimi ochrony (FIV chociażby).

Wychodzący kot może przynieść nam do domu pasażerów na gapę, czyli pasożyty, zarówno te zewnętrzne, jak i wewnętrzne.

Niejednokrotnie koty giną z powodu zatrucia. Ludzie często wykładają trutki, które wymieszane z pokarmem mogą zostać zjedzone przez naszego kota. I znowu przykłd z bliskiego otoczenia: pies mojej przyjaciółki i koty jej sąsiadów zmarły w okropnych męczarniach po zjedzeniu zatrutego jedzenia.

Kot, zwłaszcza rasowy, może też zostać ukradziony.

Zaręczam, że w domu dobrze odżywiony, zdrowy, zadbany kot będzie bardzo szczęśliwy, zwłaszcza jeśli damy mu miłość i okażemy troskę poraz czułość. Podsumowując, kot żyje przeciętnie 12-18 lat, ten niewychodzący, rzecz jasna… Wychodzącemu odbieramy szansę na długie i spokojne życie, będzie żył statystycznie około dwóch lat. Oczywiście każdy powie, że zna przykład kota, który wychodził i żył kilkanaście lat, ale czy mamy pewność, że akurat nasz pieszczoch będzie miał tyle szczęścia? Czy w związku z tym, że ktoś trafił szóstkę w Totolotku, my też ją trafimy? Prawdopodobieństwo jest takie samo.

2. Dom przyjazny dla kota

Musimy mieć jednak świadomość tego, że nie tylko na zewnątrz czają się niebezpieczeństwa. Nasz skądinąd przytulny dom też może stanowić źródło zagrożeń dla wszędobylskiego zwierzaka.

Po pierwsze OKNA. Kot jest istotą niesamowicie ciekawską, ponadto ma silny instynkt myśliwski. Na widok przelatującego za oknem ptaszka czy motylka zadziała instynktownie, spróbuje zapolować i niestety, może wypaść. Temat okien jest dla mnie bardzo drażliwy, choćby dlatego, że nam kilka osób, które straciły koty właśnie przez brak zabezpieczeń, co więcej osoby te zanim doszło do tragedii, wielokrotnie ostrzegałam i namawiałam na osiatkowanie, albo chociaż na nie wpuszczanie kota do wietrzonego aktualnie pomieszczenia. Przykłady? Proszę bardzo: koleżanka z dawnej pracy, mieszkała na drugim piętrze, kiedy kot wypadł pierwszy raz, zaginął, znalazł się po kilku dniach, okazało się, że najprawdopodobniej upadł na żywopłot i to mu uratowało życie, za drugim razem niestety trafił na beton… Kolejny przykład: moja siostra cioteczna, jej kot był jednym z tych, co to nieraz sobie siedziały w otwartym oknie “bo on nigdy nie skacze, nie interesuje się ptaszkami”, znaleziony martwy na chodniku, przeczołgał się kawałek, w zakrwawionym pyszczku miał jeszcze kilka piórek…

Musimy mieć świadomość tego, że jeśli nasz kot wypadnie przez okno, może nie mieć tyle szczęścia, żeby spaść na przysłowiowe “cztery łapy”, może zginąć na miejscu, może ciężko poraniony, w szoku ukryć się w krzakach lub piwnicy i skonać w cierpieniu.

Kolejnym zagrożeniem jest uchylnie otwarte okno. Wydaje nam się, że skoro kot się przez nie nie przeciśnie, a więc i nie wypadnie, to jest zupełnie bezpieczny. Nic bardziej mylnego. Otwór będzie kota frapował, zacznie wtykać w przestrzeń między oknem i framugą łapkę, potem głowę… Mnóstwo kotów traci życie, wieszając się w uchylnie otwartym oknie. Znam mnóstwo takich przykładów z praktyki weterynaryjnej mojego brata. Nawet jeśli właścicielowi udało się wydostać żywego jeszcze kota z okna, zwierzęcia nie dawało się uratować.

Jedynym rozwiązaniem jest zainstalowanie siatek w oknach i/lub specjalnych ograniczników pozwalających na bezpieczne otwieranie okien. Zwracajmy też uwagę na sznurki od żaluzji czy rolet, podwiązujmy je wysoko, długie i zwisające prowokują kota do zabawy, zwierzak może się na nich powiesić.

Wnętrza pralki, zmywarki, lodówki,piekarnika czy kuchenki mikrofalowej to kolejne punkty zagrożenia. Musimy pamiętać, żeby zawsze przed uruchomieniem sprzętu sprawdzić, czy nasz futrzak nie uciął sobie akurat w jego wnętrzu drzemki.

Igły, nitki, gumki do włosów, szpilki, tzw.”frotki”, spinacze, malutkie zabawki, to rzeczy, które trzeba usunąc z zasięgu kota, bo ich połknięcie może się skończyć dla naszego zwierzaka tragicznie. Kiedyś moja Tosia, dosłownie spod ręki zabrała mi igłę z nawleczoną na nią nitką, drżącymi rękami wyjmowałam jej to z pyszczka, a ona usiłowała połknąć, mimo, że igła kłuła ją w podniebienie.

Zabawki na długim sznurku, typu: wędki, przywiązane do linki i podwieszone piłeczki, kuleczki z drapaka, mogą okazać się groźną pułapką, kot może się okręcić sznurkiem, zdarzają się przypadki powieszenia lub podduszenia. Takimi zabawkami kot może się tym bawić tylko w obecności człowieka.

Koty uwielbiają bawić się foliowymi torbami, przeżuwają, wchodzą do środka. Tym samym mogą zjeść kawałek folii, co może się wiązać z poważnymi problemami, lub udusić. Nigdy nie wolno zostawiać foliowych toreb w zasięgu kota.

WC: nie zostawiajmy wody w wannie, otwartej klapy od sedesu, kot, zwłaszcza kociak, może się utopić

Chemikalia, takie jak środki czyszczące, piorące,lekarstwa, niektóre kosmetyki również stanowią źródło zagrożeń, szczególnie trzeba uważać na specyfiki zawierające chlor, który na niektóre koty działa odurzająco, jak kocimiętka, czy waleriana, kot może zatruć się nawet drogą wziewną. Znam osobę, której kot zmarł po wylizaniu wody w wannie, do której sitka wrzucono granulki tzw. “Kreta” do udrażniania rur. Musimy pamiętać, żeby NIGDY nie zostawiać na wierzchu lekarstw i chemii gospodarczej. A jeśli trafi nam się koci oryginał, który sam będzie potrafił otwierać szafki, musimy niebezpieczne przedmioty trzymać w szafkach zamykanych na klucz lub zabezpieczonych specjalnymi zamknięciami dostępnymi chociażby w sklepach z artykułami dla małych dzieci.

Wreszcie dochodzimy do roślin doniczkowych i kwiatów ciętych. Przede wszystkim musimy mieć świadomość, że kot będzie grzebał w doniczkach i podgryzał listki. Rozwiązaniem, aczkolwiek niepewnym, jest posadzenie kociej trawki, którą nasz pupil będzie mógł sobie skubać. Z doswiadczenia wiem, że inne rośliny i tak nadal będą podszczypywane. Wiele kwiatów niestety jest trujących dla kotów, dlatego warto sprawdzić, czy to, co tak pięknie zdobi nasze parapety, nie stanowi zagrożenia dla naszego pupila. W internecie i fachowej literaturze dostępne są listy roślin trujących i bezpiecznych dla kotów.

Podsumowując: musimy pamietać, że to my odopwiadamy za bezpieczeństwo i zdrowie naszego zwierzaka, dlatego naszą maksymą powinno stać się “minimum zaufania” i “nigdy nie mów nigdy”; to, że kot nigdy czegos nie robił, nie oznacza, że nie przyjdzie mu to pewnego razu do głowy i to do nas nalezy, by uprzedzić jego ruch.