Jutro miot "C" skończy już trzy tygodnie. Kocięta ładnie rosną i przybierają na wadze. Coraz wyraźniej zaczynają sie też zarysowywać ich charaktery. Są bardzo przedsiębiorcze, kochane i własnie zaczynają doceniać uroki wspólnych zabaw. Nimusia kolejny raz sprawdza sie jako znakomita matka, jest bardzo troskliwa i zaborcza.
Upały dawały sie we znaki nie tylko ludziom. Nasze koty miały też już najwyraźniej dosyć gorąca i z wyraźną ulgą i ożywieniem przyjęły dzisiejsze ochłodzenie. Znowu brykają...
29 lipca 2010 roku na świat przyszedł nasz miot "C". Urodziło się czterech chłopców (a 09 23, a 09 22, n 09 23, n 09 22) i jedna dziewczynka (a 09 23). Rodzicami tego miotu są Jeronima z Krainy Asgardu*PL i Peter Pan Agpamis*PL, mieszkający w hodowli Dwa Susy. Nad imionami dla kociąt pilnie pracujemy ;)
Autorem tej grafiki jest Adam Handke. Dziękuję, Adasiu. Teraz już wiem, że Luś zaopiekował sie Boreaszem po drugiej stronie mostu.
Boreaszku :( Wiem już od ponad tygodnia i nadal nie potrafię się z tym pogodzić. Będziemy o Tobie pamiętać, maleńki, w ten sposób zawsze będziesz... Nie potrafię o tym pisać, nie potrafię :(
Upał doskwiera nie tylko nam, ale i naszym kotom. Większą część dnia więc przesypiają, wyszukując możliwie chłodnych części domu. Przy takich temperaturach musimy uważniej obserwować nasze zwierzaki i pamiętać, żeby miały stały dostęp do chłodnej, świeżej i czystej wody. Jeśli widzimy, że są mocno przegrzane, pomóżmy im schładzajac je letnią (nigdy zimną!) wodą, za co z pewnością nam nie podziekują... Pamiętajmy też, że mokre jedzenie i mięso będzie sie teraz szybciej psuło, więc wyrzucajmy od razu resztki, których nasz kot nie zjadł.
Trudno mi było cokolwiek napisać po poprzednim wpisie, jakoś tak... Potem były pewne perturbacje z panem Hrabią, czyli Teofilem, na szczęście okazało sie, że oprócz jego zwykłego obłędu nic mu nie dolega. Do tego wszystkiego dołączyły się moje, również juz permanentne problemy z kręgosłupem, którego kolejny odcinek nie wygląda zbyt pięknie. Teraz już wiem przynajmniej dlaczego koty robią mi "okłady" na klatce piersiowej.
Dzisiaj na moich oczach samochód zabił kota. Zwierzątko wyprysnęło mi spod nóg z bocznej uliczki i wyskoczyło wprost na jezdnię. To coś co prowadziło samochód (celowo piszę "coś", bo nie zasługuje na to by nazywać go "kimś"), nawet się nie zatrzymało. Następny kierowca był na tyle litościwy, że przynajmniej zahamował, ale nie wysiadł, tylko patrzył na biedne zwierzę w drgawkach. Po chwilowym szoku doszłam do siebie na tyle, żeby zacząć działać.
Od kilku dni nasze koty chodzą mocno podminowane, atmosfera między nimi bywa napięta. Wszystko za sprawą okolicznych przedstawicieli ich gatunku, przychodzących ostatnio do naszego ogrodu. Co bardziej śmiałe osobniki podchodzą pod ogrodzenie woliery na tarasie i denerwują rezydentów, którzy wygrzewają się w słońcu. W rezultacie nasze dosyć zgodne stadko traci czasem nerwy i najpierw wspólnymi siłami wykurza intruzów, sycząc i warcząc przez siatkę woliery, a następnie w ramach rozładowywania frustracji i napięcia, kłóci sie między sobą.
Korzystając z kilku dni naprawdę letniej, upalnej pogody nadrobiliśmy zaległości w praniu, bo wreszcie była szansa na to, że pościel czy ręczniki ładnie wyschną. Faktycznie, schły w ekspresowym tempie. Zachęcona tym sukcesem, jak również słoneczną aurą dzisiejszego poranka, postanowiłam wrzucić dzisiaj do pralki hamaczki z drapaka i ukochaną poduchę Annia (wujek Stefan wygrał ja dla niego podczas wrześniowego Hobby Show norwegów ;) ).
Annio Chat Nordhouse*PL skończył dzisiaj rok! Z niecierpliwością czekaliśmy na nasz pierwszy miot kociąt norweskich leśnych, który okazał się być niezbyt liczny, ale za to śliczny. Innymi słowy, 29.05.2009 roku urodziło się u nas jedno kocię, kremowy z białym Annio.
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- następna ›
- ostatnia »











