28.02
2011

A ty śpij...

Tak długo nie potrafiłam o tym pisać, nie potrafiłam Cię należycie pożegnać. Starałam się wyprzeć z podświadomości i ze swiadomości, to co się stało, bo to boli zbyt mocno. Byłeś bardzo chory, a my walczyliśmy, głupio, straceńczo, ale na pewno nie niepotrzebnie. Bo mieliśmy nadzieję, bo ciągle wierzyliśmy, ze to nie to najgorsze. Weterynarz też wierzył… Udało Ci się nabrać nas wszystkich. Na Twoją chorobą umierają ludzie, a co dopiero takie kochane, puchate kotki. Takie jasne, czyste i takie słoneczne, jak Ty. Nie potrafię przestać płakać kiedy o Tobie myślę. Nieraz wydaje mi się, że Cię widzę, ale to chwila, złudzenie. Nikt już nie daje mi buziaków, stajac na kuchennym blacie, albo wyglądając spomiędzy balustradek poręczy na schodach. Bardzo Cię kochaliśmy, nasz Misiu Stefankowy i na zawsze pozostaniesz w naszych sercach. Minęło już tyle czasu, a ja nie mogłam się z Tobą pożegnać, ale już czas. Śpij spokojnie, a ja wierzę, że jeszcze kiedyś, gdzieś tam się spotkamy.

Kiedy kot odchodzi za Tęczowy Most, zawsze prędzej czy później przysyła swoje zastępstwo, w innym futerku. Ty też spełniłeś swój obowiązek, szybciej niż się spodziewaliśmy. Twoje poczucie humoru jak zawsze jest niezawodne.

Kochamy Cię i nigdy nie zapomnimy, tak nam Cię brakuje, kotku…

Powrót do strony głównej | Powrót do archiwum aktualności